Jesteśmy takim narodem, który ponad wszystko ceni martyrologię. Nie pracę, nie zdrowy rozsądek ale właśnie cierpienie. Cierpienie uszlachetnia. Ciekawe dlaczego wśród nas tak wielu cierpiących a tak mało szlachetnych?
Najlepiej cierpieć za ojczyznę oraz za wolność. Choćby za wolność słowa. Teraz taka walka mniej jakby atrakcyjna, ale co komu szkodzi powalczyć. Poczuć się bohaterem. Bohaterstwo zawsze kręci.
Miałam kiedyś znajomego. Taki sobie niby zwykły księgowy ale z husarską fantazją. Po myłam kielichu (dużego raczej unikał) zwierzył mi się (oczywiście konspiracyjnym szeptem) z faktu, że swojego czasu stawił czoła komuchom za co siedział. Zupełnie przypadkiem poznałam jego towarzysza spod celi. Ten się tylko zaśmiał szczerze i sprostował: - No siedział 24 godziny. Postawił się milicji. Zgarnęli go jak się dobijał do sklepu monopolowego o drugiej nad ranem. Twierdził, że jest już po trzynastej i może kupić alkohol bo jest wolnym obywatelem. Ja wtedy klińcowałem też za jakąś pyskówkę.






