Na początku będą zwierzenia. Dziesięć lat temu los mnie rzucił do Szprotawy. I za to rzucenie nie byłam bynajmniej losowi wdzięczna. Mieścina gdzie nawet ptaki zawracają - myślałam gorzko. Owszem piękna przyroda, rzeka mruczy tajemniczo oplatając miasteczko, w stareńkim, gotyckim kościele można nawet usłyszeć chrzęst średniowiecznej rycerskiej zbroi, ale wszystko tu takie jakieś zaniedbane, smutne, takie strasznie prowincjonalne.
Potem bardzo, bardzo powoli uczyłam się kochać Szprotawę. Powoli? bo tak już zwykle jest z trudną miłością. Najpierw pokochałam ludzi, bowiem rzadko się zdarza aby na tak niewielkiej przestrzeni mogło się spotkać tylu ludzi ciepłych, życzliwych, przyjaznych. Od nich przejęłam piękne określenie miasta; MOJE. A kiedy miejsce na ziemi jakim jest miasto można nazwać moim już się je kocha.
Teraz już mówię MOJA SZPROTAWA, a dziś 18-ego września poczułam jak bardzo jest ona moja.
Cóż się takiego stało? Niby nic wielkiego ? a jednak!
Otóż 18 września, przed głównym wejściem do Ratusza od godziny 11-ej Szprotawianie mogli oglądać wystawę fotograficzną SZPROTAWA DAWNIEJ I DZIŚ.






